Artykuł zacznę od kontrowersji: bielik – orzeł czy nie orzeł?
Czy bielik to orzeł, jastrząb, a może orłan albo birkut? Ta kwestia od lat dzieli głównie polskich ornitologów. Jedni podkreślają, że bielik należy do rodziny jastrzębiowatych, inni natomiast twierdzą, że spokojnie można – i należy – nazywać go orłem. Argument jest prosty: w niemal każdym innym popularnym języku świata bielik funkcjonuje właśnie jako orzeł: eagle, adler, arend, 白尾海雕, rabalva, pigargo, pygargue. Co ciekawe, to właśnie Słowianie wykazali się wyjątkowym bogactwem nazw dla tego samego gatunku. Funkcjonowały i funkcjonują określenia takie jak: bielik, orzeł bielik, birkut, orłan, ostrzyż, orzeł morski, orzeł bielec, orzeł ślepy, orzeł białogłów, orzeł białogon, orzeł bosy.
Przyznaję — w tej etymologicznej dżungli zaczęliśmy się gubić. Jak w końcu nazywać ptaka, który jest patronem Parsęta River Trophy? Potrzebna była opinia autorytetu. Skonsultowałem więc sprawę z prezesem Komitetu Ochrony Orła, Dariuszem Anderwaldem. Jego odpowiedź była jednoznaczna: „Dyskusja akademicka. Przecież gołym okiem widać, że bielik to orzeł”. W tym momencie temat dla nas został wyczerpany. Dla zainteresowanych szczegółami, więcej rzetelnych informacji o bieliku znajdziecie tutaj:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bielik_(zwyczajny)
Wróćmy na Parsętę — rzekę, na której bielik najwyraźniej zadomowił się na dobre. Jeszcze trzy dekady temu nie było tu ani jednego gniazda. Dziś naliczyć można ich już kilkanaście, głównie dzięki mozolnej i ogromnej pracy Komitetu Ochrony Orła. Praktycznie podczas każdego spływu górną lub środkową Parsętą spotykamy jedną parę bielików krążących nad rozlewiskami rzeki. Mieliśmy okazję obserwować, jak te majestatyczne ptaki polują, ale też jak młode osobniki sczepiają się szponami i spadają w niebezpiecznie wyglądającym „korkociągu”. Nawet podczas ostatniej edycji Parsęta River Trophy, przy fatalnej pogodzie, sporo zawodników widziała „orła-cień”. Jesteśmy przekonani, że z każdą kolejną edycją szanse na spotkanie tych skrzydlatych kibiców na odcinku od Karlina do Ząbrowa będą tylko rosły.
Po pierwszej edycji Parsęta River Trophy zrozumieliśmy jedno: to nie są zwykłe zawody. A skoro tak, zasługują również na niezwykłą nagrodę. Każda dyscyplina ma swój symbol najwyższej próby. Żeglarze ścigają się o Błękitną Wstęgę, himalaiści kompletują ośmiotysięczniki, triatloniści zdobywają tytuł „Ironmana”. PRT to coś więcej niż rywalizacja — to rytuał przejścia, ukończenia, bycia razem z ludźmi o podobnej pasji i podobnym spojrzeniu na naturę. Nie chodzi o nagrody. Chodzi o decyzję: czy chcesz zmierzyć się ze sobą i poznać piękną, dziką i wciąż naturalną Parsętę?
Pomysłów było wiele, ale wszystko wyjaśniło się zaledwie tydzień po pierwszej edycji PRT. Przypadkowo znalazłem się wtedy na pokazie rzeźbienia w drewnie w Leśnym Ogrodzie „Marszewo” w Gdyni. Pokaz prowadził lokalny artysta — Jacek Czajkowski. Widzowie z niedowierzaniem patrzyli, jak z pozornie zwykłego pnia drzewa w ciągu minut wyłania się… sowa. Narzędzie pracy rzeźbiarza? Piła łańcuchowa i opalarka! To była czysta magia. Po pokazie poznaliśmy się i wymieniliśmy kontaktami. Opowiedziałem mu wtedy o idei maratonu na Parsęcie oraz o pomyśle stworzenia rzeźby orła. Jacek bez wahania zaczął szukać odpowiedniego pnia drzewa, który musiał najpierw dobrze wyschnąć. Jesienne wieczory mijały nam
Pod koniec zimy 2025 Jacek ruszył z rzeźbieniem. Prace trwały kilka miesięcy, a my regularnie otrzymywaliśmy zdjęcia dokumentujące postęp. Z każdym kolejnym kadrem rosło nasze podekscytowanie. Czuliśmy, że powstaje coś wyjątkowego. Mieliśmy też nieskromną pewność, że zwycięzcy kolejnych edycji będą zaszczyceni, widząc swoje nazwiska na tak pięknej statui. Odliczaliśmy dni do 17 maja 2025 roku.
Nie mogło być inaczej — Jacek musiał być nie tylko obecny na odsłonięciu Orła, ale również wystartować w drugiej edycji maratonu. Na pierwsze zgodził się bez wahania. Na drugie — z pewną obawą. Stare kontuzje z czasów Formozy i trudne warunki pogodowe nie dawały gwarancji ukończenia 24 km. I co się stało?
Rzeźba Orła–Bielika została uroczyście odsłonięta podczas ceremonii zakończenia drugiej edycji Parsęta River Trophy przez Prezydentkę Kołobrzegu, Starostę Białogardzkiego oraz przedstawiciela Karlina. To był moment, który — jesteśmy przekonani — na długo zapamięta każdy uczestnik. A w szczególności autor rzeźby, który nie tylko stworzył jeden z najważniejszych symboli PRT, ale… ukończył drugą edycję maratonu na kajakowym podium. Zaprzyjaźniliśmy się z Jackiem. I możemy już zdradzić rąbek tajemnicy: to nie jest jego ostatnie słowo. Już za pięć miesięcy, podczas trzeciej edycji Parsęta River Trophy w Kołobrzegu, przekonacie się, co przygotował dla Was ten dzielny były żołnierz Formozy.
Odliczając te kolejne miesiące do trzeciej edycji zapraszam Was na wywiad z Jackiem Czajkowskim, autorem naszego Orła-Bielika.
Jacku, skąd u Ciebie, jeszcze niedawno żołnierza Formozy taka nietypowa dla żołnierza pasja rzeźbienia w drewnie?
Moją pasją od zawsze była rzeźba i malarstwo, ale tylko w aspekcie teoretycznym - lubiłem podziwiać i marzyć że kiedyś tego doświadczę w praktyce. No i stało się. Po przejściu na emeryturę wziąłem udział w plenerze rzeźbiarsko-malarskim a później to już potoczyło się w duchu rzeźbienia. Był to kres pandemii, więc zamiast poddawać się kolejnym restrykcjom pandemicznym ja poddawałem się pasji rzeźbienia. Z pewnymi przerwami na inne aktywności mam tak do teraz.
Czy stworzenie orła było dużym wezwaniem i co było najtrudniejsze?
Uważam, że pewien poziom wyzwania ma każda rzeźba, ale poziom ten nigdy nie będzie nieosiągalny jeśli będzie towarzyszyć mu zaangażowanie i pasja płynąca z drugiej strony - w tym przypadku z Waszej. Daliście mi wszystko to co potrzebuje rzeźbiarz podczas tworzenia - wsparcie duchowe i wizję czegoś co będzie dla ludzi - czyli wydarzenie Parsęta River Trophy. Spodobała mi się Wasza idea a jak się później okazało wartości i poglądy również.
Ile czasu trwały prace?
Prawdę powiedziawszy, nie wiem, ponieważ robiłem ją na zmianę z innymi pracami i teraz trudno byłoby zsumować czas wykonania. Tworzyłam w okresie zimowym więc i pogoda zmuszała mnie do przerw, ponieważ rzeźbię w szczerym polu. Najważniejsze jednak jest to, że zmieściłem się w terminie i razem z orłem wylądowaliśmy w Kołobrzegu w przeddzień imprezy.
Tak, to było naprawdę zabawne, gdy przyjechałeś z Orłem do wypełnionej zawodnikami Mariny Solnej i musieliśmy wykorzystać Twoje „cichociemne” umiejętności, żeby przemycić rzeźbę przez całą marinę pod podium. Teraz Rzeźba zbiera same pozytywne oceny i ludziom trudno uwierzyć, że została stworzona przy pomocy piły łańcuchowej. Jakbyś ocenił ile procent rzeźby było stworzone piłą a ile dopracowane ręcznie?
Zawsze jest tak że piła "robi" większą cześć roboty. Może nawet 80-90 %, główny zarys, sylwetkę, kształt - później wchodzą w ruch dłuta, szlifierka, niejednokrotnie papier ścierny i szlifowanie ręczne - które osobiście uwielbiam, bo zaczynam wówczas czuć rzeźbę - jest to co prawda czasochłonne, ale niezbędne. Na końcu konserwacja, impregnacja i voila. Chociaż nie! Żadna euforia, bo właśnie wtedy zaczyna się czas, kiedy zaczynam mieć obawy przed tym, że w normalnym procesie wysychania drewna nastąpi pęknięcie w najbardziej newralgicznej części orła czyli na dziobie lub oku, bo jeśli to nastąpi w innym miejscu to nawet doda uroku. Należy pamiętać że drewno będzie pękać, taka natura. Pozytywne oceny? - a to dziękuję bardzo, to miłe.
Napisałeś ważny rozdział dla PRT tworząc Orła i do tego wystartowałeś w półmaratonie meldując się na pudle! Jak Ci się płynęło w tej fatalnej pogodzie?
No cóż, im trudniej tym lepiej.... Mam w sobie jeszcze inne głęboko zakodowane powiedzenia płynące rodem z moich doświadczeń z Wojsk Specjalnych. One zawsze pomagały, no i pomogły tym razem. Czuję że fatalne warunki pogodowe były moim sprzymierzeńcem, bo właśnie taka pogoda zawsze była wykorzystywana w kształtowaniu charakteru.
A poza tym na mecie stał Orzeł i wszystkiemu się przyglądał. nie miałem wyjścia, musiałem dać z siebie wszystko.
Napisałem ważny rozdział? Dziękuję, a co myślisz aby to był pierwszy rozdział książki?
Jacku – oczywiście pisz kolejne rozdziały nawet trylogii! Teraz zapytam o uroczyste odsłonięcia Orla. Dokonał tego zespół w honorowym składzie - Prezydentka Kołobrzegu, Starosta Białogardu i reprezentant Karlina podczas ceremonii zakończenia drugiej edycji. W momencie jak opadły żagle zakrywające Orła było słychać wielkie wow. Co czułeś w tym momencie będąc na scenie?
Czułem, że mnie bolą wszystkie mięśnie i stare kontuzje. A tak na serio, to było mi miło że mogłem wnieś swój wkład w tak fajne wydarzenie, które wierzę, że będzie miało swoją kolejną odsłonę za rok.
Orzeł stoi dumnie w hallu Mariny Solnej w Kołobrzegu przez cały rok. Odwiedzający Marinę zatrzymują się przed Twoim dziełem i liczymy że w ten sposób Orzeł zachęci ich do udziału. Wracasz na kolejne Parsęta River Trophy, aby powalczyć o nagrodę główną czyli wpisanie się na tabliczkę " Tylko dla Orłów"?
Pewnie że wrócę! Ale pozwól, że o nagrodę główną niechaj powalczą "największe orły PRT", a ja zadbam o drobne upominki dla uczczenia kolejnej edycji. Choć życie jest nieprzewidywalne i wszystko może się wydarzyć.
Na koniec mam propozycję: może Orzeł mógłby otrzymać jakąś nazwę od uczestników PRT - jakiś mały konkurs lub głosowanie? Dziękuję i pozdrawiam.
To co drodzy uczestnicy Parsęta River Trophy? Robimy konkurs na imię naszego Orła Bielika jak zasugerował Jacek?
Jeśli macie propozycje to przesyłajcie je na marek@parsetarivertrophy.pl
Poniżej dowody obrazkowe do artykułu.
Pierwsze szkice z września 2024:
Rzeźba powstawała etapami — od ciosów zgrubnych piłą łańcuchową po precyzyjne, ręczne dopracowanie detali.



A tak wygląda warsztat pracy Jacka, jego narzędzia i on sam w akcji (ale przy innym projekcie):

Jacek z czasów służby dla słynnej bazy w tle:
oraz parę lat później na mecie PRT 2025:
17 maja 2025. Reduta fortu Morast w Marinie Solnej. Odsłonięcia dokonała Prezydentka Kołobrzegu, Starosta Białogardzki oraz Reprezentat Karlina:

Orzeł-Bielik godnie stoi w hallu Mariny Solnej przez cały rok, zaprasza do udziału w PRT i wskazuje zwycięzców każdej edycji:

Połączy nas Parsęta